
„Jak tylko wspomniałam o ADHD, usłyszałam: teraz każde dziecko ma ADHD. I od razu poczułam się głupio.”
To, że o ADHD mówi się dziś więcej, nie znaczy, że diagnozowanie stało się „modne”. Diagnoza nie jest po to, by coś komuś udowodnić, lecz po to, by lepiej zrozumieć dziecko i dać mu właściwe wsparcie. A to, że hasło stało się popularne, nie sprawia, że codzienne doświadczenia dzieci i ich rodzin są mniej prawdziwe.
Dlaczego wokół ADHD jest tyle mitów?
Wokół ADHD narosło wiele uproszczeń, skrótów myślowych i sprzecznych opinii. Z jednej strony słyszymy, że „teraz każde dziecko ma ADHD”, z drugiej, że „to wymysł naszych czasów”. W tym szumie informacyjnym bardzo łatwo się pogubić, zwłaszcza gdy próbujesz zrozumieć własne dziecko. Ta seria nie powstała, by kogokolwiek przekonywać ani przyklejać etykiety. Jej celem jest uporządkowanie faktów, oddzielenie mitów od rzetelnej wiedzy i pokazanie, skąd biorą się tak różne opinie na temat ADHD. Zamiast prostych odpowiedzi „tak” lub „nie”, spróbujemy tu przyjrzeć się temu, co naprawdę wiemy o ADHD, a co jest skrótem, uproszczeniem albo powtarzanym mitem.
„Rodzice często przychodzą już defensywni, bo wcześniej słyszeli, że ADHD to moda albo wymówka.”
W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o diagnozie ADHD. Statystyki pokazują wyraźny wzrost liczby osób, u których je rozpoznano, dlatego w literaturze anglojęzycznej bywa ono nazywane nawet „diagnozą dekady”. Według danych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego ADHD dotyczy około 3% do 11% dzieci i młodzieży. Częste rozpoznanie ADHD budzi jednak dyskusje wśród specjalistów.[1] Część badaczy zastanawia się, czy wzrost liczby diagnoz nie ma związku z niedoskonałością narzędzi diagnostycznych lub zbyt szerokim ich stosowaniem. Inni zwracają uwagę, że równie ważnym powodem może być po prostu większa świadomość społeczna – rodzice, nauczyciele i lekarze częściej zauważają trudności dzieci i szybciej kierują je na specjalistyczną ocenę. Innymi słowy: dziś częściej „widzimy” to, co wcześniej bywało pomijane lub tłumaczone charakterem dziecka.
ADHD to rozpoznawalne zaburzenie neurorozwojowe z określonymi kryteriami, a nie tylko „chaos czy nadruchliwość w codziennym życiu”.
Mit: „Teraz każdy ma ADHD”
„Jak zaczęłam czytać w internecie, to naprawdę dało się dopasować ADHD do każdego dziecka.”
Wielu rodziców ma dziś wrażenie, że ADHD jest „wszędzie”. Wystarczy wejść do internetu: krótkie filmiki, posty w mediach społecznościowych czy artykuły często opisują pojedyncze zachowania – rozkojarzenie, impulsywność, zapominanie, zmęczenie – i przypisują je ADHD. Nic dziwnego, że łatwo dojść do wniosku: „Przecież każde dziecko czasem takie jest”.
Każde dziecko bywa zmęczone, roztargnione, nadpobudliwe czy rozemocjonowane. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojedyncze zachowania wyrywa się z kontekstu i zaczyna traktować jak dowód na zaburzenie.

ADHD nie jest listą cech do „odhaczenia”. To utrwalony wzorzec funkcjonowania, który:
- pojawia się w różnych sytuacjach,
- utrzymuje się przez dłuższy czas,
- i realnie utrudnia dziecku codzienne życie w domu, w szkole i w relacjach.
Zatem skąd wrażenie, że ADHD jest dziś „wszędzie”?
Po pierwsze: wiemy o nim więcej niż kiedyś.
Rodzice, nauczyciele i specjaliści są dziś bardziej wyczuleni na trudności dzieci. To, co kiedyś bywało tłumaczone „charakterem”, „lenistwem” albo „złym wychowaniem”, dziś częściej trafia pod uwagę specjalistów. Najczęściej objawy ADHD stają się wyraźnie widoczne między 6. a 9. rokiem życia, czyli w okresie, gdy dziecko zaczyna funkcjonować w szkolnych wymaganiach. To właśnie wtedy trudności z koncentracją, impulsywnością czy nadmierną ruchliwością najbardziej rzucają się w oczy. To nie musi oznaczać, że dzieci nagle zaczęły częściej mieć ADHD – raczej, że rzadziej te trudności są ignorowane. Ponadto dzięki rozwojowi wiedzy na temat zaburzeń neurorozwojowych przyznano, że z ADHD się nie „wyrasta”. Większość badaczy zgadza się, że objawy utrzymują się u około 70% osób w okresie dorastania, a u znacznej części – od około jednej trzeciej do nawet dwóch trzecich – także w dorosłym życiu.[2] Oznacza to, że dla wielu osób ADHD jest raczej innym sposobem funkcjonowania układu nerwowego niż wyłącznie przejściowym problemem wieku dziecięcego.
Po drugie: internet upraszcza rzeczywistość.
Algorytmy lubią proste komunikaty: „Jeśli robisz X, to masz ADHD”. Diagnostyka jednak nie opiera się na jednym zachowaniu ani na pojedynczym trudnym dniu dziecka. Specjalista patrzy na cały wzorzec funkcjonowania osadzony w czasie: czyli jak długo trwają trudności, w jakich sytuacjach się pojawiają, czy występują w różnych środowiskach (np. w domu i w szkole) i jak bardzo utrudniają codzienne życie dziecka. Liczy się nie tylko co dziecko robi, ale jak często, od jak dawna i z jakim skutkiem. Krótkie formy w sieci rzadko pokazują tę złożoność. Dodatkowo algorytmy podsycają wrażenie, że „to dotyczy wszystkich”. Jeśli raz klikniesz materiał o ADHD, kolejne podobne treści zaczynają pojawiać się coraz częściej. W efekcie można odnieść wrażenie, że każde zachowanie dziecka da się dopasować do ADHD, choć w rzeczywistości większość z nich mieści się w szerokiej normie rozwojowej. Internet może być dobrym punktem wyjścia do zdobywania wiedzy, ale nie jest dobrym narzędziem do stawiania wniosków o zdrowiu psychicznym dziecka. ADHD to nie etykieta z filmiku ani wynik testu z posta – to rozpoznanie, które wymaga spokojnej, wieloaspektowej oceny i czasu.
Po trzecie: współczesny świat bardzo obciąża układ nerwowy dzieci.
Badania naukowe (Winter H., O'Neill J.) pokazują, że dłuższy i nieustrukturyzowany czas spędzany przed ekranami (telewizor, gry komputerowe, smartfony czy media społecznościowe) jest powiązany z nasileniem trudności w utrzymaniu uwagi oraz z zachowaniami przypominającymi ADHD, zwłaszcza u dzieci i młodzieży. Dzieje się tak m.in. dlatego, że intensywna stymulacja ekranowa wpływa na jakość snu i sposób, w jaki dzieci automatycznie reagują na bodźce z otoczenia, co może utrudniać skupienie uwagi w zadaniach wymagających spokojnej koncentracji. To nie oznacza, że ekrany „wywołują ADHD” jako zaburzenie, ale raczej, że współczesne środowisko pełne bodźców może zwiększać nasilenie zachowań podobnych do objawów ADHD u dzieci neurotypowych. Taki wzrost nasilenia nie jest równoznaczny z rozpoznaniem zaburzenia, ale bywa jednym z powodów, dla których rodzice i nauczyciele częściej zauważają trudności z koncentracją.[3]
„Jednorazowe trudności albo cechy temperamentu są dziś często nazywane ADHD, co bardzo miesza rodzicom w głowie.”
Co warto zapamiętać
Większa liczba diagnoz ≠ nagły wzrost ADHD.
- ADHD to utrwalony wzorzec, nie lista cech do odhaczenia.
- Więcej diagnoz to głównie efekt większej świadomości i tego, że z ADHD się nie wyrasta.
- Ekrany nie „wywołują” ADHD, ale mogą nasilać zachowania do niego podobne.
Źródła
- Słopień A., Badania asocjacyjne genów kandydujących w zespole nadpobudliwości psychoruchowej i deficytu uwagi (ADHD) z wybranymi funkcjami poznawczymi, wbc.poznan.pl (dostęp: 07.02.2023).
- Tamże.
- Winter H., O'Neill J. (2025), The Impact of Screen Time on ADHD Symptoms in Children and Adolescents: A Narrative Review of Treatment Approaches, „Clinical Child Psychology and Psychiatry”, doi.org/10.1177/13591045251399697.
Czytaj dalej

ADHD to nie brak dyscypliny
„Wystarczyłoby więcej konsekwencji i mniej pobłażania” – słyszy wielu rodziców. ADHD ma podłoże neurorozwojowe, nie wychowawcze. Jak odróżnić objaw od celowego łamania zasady i dlaczego dzieci z ADHD słabo uczą się na karach.

Zanim zaczniesz szukać etykiety – jak obserwować dziecko
Pojedyncze zachowania nie mówią jeszcze wiele. W ADHD liczą się wzorce, które powtarzają się w czasie i w różnych sytuacjach. Od czego zacząć obserwację i czego szukać w przedszkolu, a czego w szkole.

Diagnoza to nie etykieta na całe życie
„Bałam się, że jak to nazwę, to już zawsze będzie postrzegany przez pryzmat ADHD.” Diagnoza to narzędzie, nie definicja dziecka. Dlaczego ADHD zwykle zostaje na całe życie – i dlaczego to nie wyrok, tylko informacja.
